Choć wyrzuciłam ze swojego katalogu przysłowie „Zgoda buduje, niezgoda rujnuje”, tym razem piszę zachwycona wspólną zgodą – moją i pani od matematyki. Z rozmowy, jaką miałam przyjemność z nią poprowadzić wyciągnęłam wnioski, którymi chciałabym się z Wami podzielić.

Wniosek 1: rodzice i nauczyciele mogą patrzeć na niektóre sprawy podobnie.

Wniosek 2: warto spojrzeć na swoją pracę za pomocą techniki myślenia na 360 stopni.

 

Miejsce trwania akcji

Szkoła podstawowa we Wrocławiu, osiedle z przepełnioną już szkołą, do której dzieci chodzą na dwie zmiany, a rodzice stoją w korkach, by dojechać do pracy w centrum miasta.

 

Czas akcji

Tzw. reforma edukacji wprowadzająca powrót do ośmioletnich szkół podstawowych, czteroletnich liceów, trzyletnich szkół branżowych (zwanych kiedyś zawodówkami) i pięcioletnich techników. Reforma, choć być może przeprowadzana z jakąś głębszą ideą w tle, jest wdrażana bez realnych konsultacji społecznych (były za to pozorowane) i przy dość dużym oporze rodziców i nauczycieli.

Z mojego punktu widzenia jej najbardziej dotkliwą konsekwencją jest to, że w przyszłym roku – 2019 – młodzież kończąca 3 klasę gimnazjum oraz młodzież kończąca 8 klasę „nowej podstawówki” będzie zdawała do tych samych szkół średnich. Niby do różnych klas, ale obawy, że licea i technika nie powiększą liczby swoich sal, by móc przyjąć dwa roczniki, jakoś w nas wszystkich trwa.

 

Akcja

Konsultacje u nauczycieli mojej córki. Jak radzi sobie dziecko, jakie ma potrzeby, na co warto zwrócić uwagę. Rozmawiam z panią od matematyki o tym, jakie my – rodzice obecnych 7-klasistów – mamy pomysły na to, że za rok do liceów będą zdawały w jednym czasie dwa roczniki.

– Wie Pani – mówię – można zostawić siódmoklasistę na drugi rok w tej samej klasie. To opóźni jego zdawanie do szkoły średniej. Albo zrobić to samo w ósmej. Jest jeszcze opcja rocznego przygotowania do liceum – taka zerówka między podstawówką a szkołą średnią. Bardzo na to liczę, bo rozważałam nauczanie indywidualne Jagody przez rok, ale musiałabym w tym czasie nie pracować. A ja bardzo lubię pracować i bardzo lubię swoją pracę…

– Nie, to wykluczone. Mnóstwo osób byłoby wówczas poszkodowanych!

– Poszkodowanych? Chyba nie rozumiem…

– To logiczne. Jeśli lubi Pani swoją pracę, to wykonuje ją Pani z pasją. Czyli wszyscy, którzy się w pracy z Panią spotykają, korzystają nie tylko z Pani wiedzy i umiejętności, ale także z Pani pasji. A więc odbieranie im tej możliwości przez cały rok byłoby szkodliwe.

 

No i to jest MYŚLENIE 360 STOPNI, o którym możecie przeczytać we wpisie „Jak nauczyć dziecko myśleć 360 stopni?” Myśleliście kiedyś tak o swojej pracy? To pomyślmy o niej w ten sposób przez chwilę.

Myślenie 360 stopni o pracy

Myślenie 360 stopni polega na spojrzeniu na jakieś zagadnienie, problem lub decyzję do podjęcia z każdej możliwej perspektywy. Dzięki temu obraz jest pełniejszy. Gdybyśmy chcieli pomyśleć o pracy w ten sposób, dość naturalnie pojawiłyby się nam poniższe elementy.

 

1# Praca to pieniądze

Praca daje pieniądze, za które utrzymujecie rodzinę. Bez względu na to, czy pieniądze są duże czy małe, tak długo, jak je otrzymujemy za pracę, są jednym z kryteriów jej oceny. To jedna perspektywa. Gdybym podejmując decyzję o nauczaniu indywidualnym córki kierowała się jedynie tą kwestią, zadałabym sobie pytanie, czy utrzymamy rodzinę, gdy ja nie będę przez rok pracować?

*Jestem trenerem biznesu – gdy prowadzę szkolenia, to zarabiam, gdy nie prowadzę, nie zarabiam.

 

2# Praca to satysfakcja

Praca być może daje Wam frajdę, którą dzielicie się z bliskimi – cieszycie się z sukcesów, widzicie efekty swoich wysiłków i to nakręca energię wokół. Wiadomo, że w pracy zdarzają się chwile lepsze i gorsze, ale jeśli ogólnie rzecz ujmując czerpiemy z niej satysfakcję, służy inaczej niż tylko źródło pieniędzy.

 

3# Praca daje przykład dzieciom

Nie ma co ukrywać – dzieci uczą się przez naśladownictwo i przez obserwowanie (tak jak i my). Widzą, jakie mamy nastawienie do pracy, w jaki sposób ją wykonujemy, nawet jeśli nie wykonujemy jej w domu. Dzieci słyszą, jak o pracy opowiadamy i jaki jest nasz stosunek do niej. Nakłada to na rodziców pewną odpowiedzialność, prawda? 🙂

Wychowałam się w rodzinie przedsiębiorców – rodzice prowadzili niewielki zakład produkcji odzieży. Usłyszałam bardzo wiele rozmów o niesolidnych pracownikach, wiele troski o to, czy starczy pieniędzy na płace dla wszystkich i o tym, jak przebiegły urodziny pani Bożenki. Jestem przekonana, że wszystkie te rozmowy między moimi rodzicami oraz zawodowe historie, które opowiadali nam – dzieciom, wpłynęły na to, jak dziś z siostrą myślimy o świecie i sobie.

 

4# Praca to ludzie, na których wpływam

To właśnie ta perspektywa, którą pokazała mi pani od matematyki. Pracując wpływam nie tylko na swój budżet, siebie i moją rodzinę, ale na innych ludzi! Dzięki nauczycielce córki zrozumiałam, jaki sens ma to, co robię i moje nastawienie w zupełnie innym świetle – w świetle straty, na jaką bym naraziła ludzi, gdybym z pracy zrezygnowała.

Jeśli chodzi Wam po głowie myśl, że „jak nie ja, to ktoś inny by tę lukę wypełnił” – zgadzam się z tą myślą:) Bez tej perspektywy jednak moja decyzja mogłaby nie być tak dobrze przemyślana, jak by mogła być.

Po rozmowie z matematyczką przyszła mi do głowy jeszcze jedna perspektywa dotycząca ludzi. Gdy byłam młodsza, uczyłam się od bardziej doświadczonych. Dziś mam możliwość nauczenia współpracowników np. wysokich standardów pracy (bo akurat są dla mnie ważne) i wszystkich tych rzeczy, w których sama popełniłam błędy. Nie twierdzę, że ich uczę, bo to, czy przy mnie się uczą, zależy od nich i ich nastawienia oraz potrzeby. Twierdzę, że mam taką możliwość:)

 

5# Dzięki pracy zmieniam świat na lepsze?

Wiem, to brzmi pompatycznie i idealistycznie. Uważam jednak, że znalezienie głębszego sensu tego, co robimy, bardzo pomaga funkcjonować w zwariowanych i szybkich czasach. Staram się więc patrzeć na moją pracę jak na element większej układanki.

Jeśli jako trener wpłynę choć w małym stopniu na to, by ktoś nauczył się myśleć proaktywnie, to ma to sens. Jeśli jako rodzic dam przykład, jak zachować się w trudnej sytuacji – ma to sens. Jeśli jako edukator zainspiruję rodziców, nauczycieli, dyrektorów szkół i oczywiście dzieci do spojrzenia na sprawy z szerszej perspektywy, to ma to sens.

 

A jak Wasza praca wygląda, gdy myślicie o niej na 360 stopni?

Maja

 

P.S. 1: Zawsze lubiłam tę Panią od matematyki, ale teraz ją kocham:)

P.S. 2: Rozmowa z panią miała jeszcze jedną perspektywę – innych rodziców czekających w kolejce na konsultacje. Gdy podzieliłam się na fb swoim zachwytem nad tą rozmową, otrzymałam komentarz od innej mamy: „Potwierdzam bo w tym czasie czekałam na rozmowę 🤗” Tak, wiem, ponad godzinę, przepraszamy!

 

Photo by Eddy Klaus on Unsplash