W rozmowach dorosłych – rodziców, nauczycieli, dziadków czy członków grup facebookowych – co jakiś czas przewija się temat nieznośnych nastolatków. Lubimy ponarzekać korzystając ze sformułowań „ręce mi opadają” czy „nie wiem już jak mam do niej dotrzeć”. Rzadziej wsłuchujemy się w to, co nastolatki szczerze chciałyby nam powiedzieć.

Lubię poznawać perspektywę dzieci i młodzieży, dlatego na codzień staram się dowiadywać, co myślą moje dzieci i ich znajomi. Uważam, że za mało jest głosu dzieci i młodzieży w naszym dorosłym świecie.

Dlatego też jakiś czas temu zapytałam pięć dziewczynek, co sądzą o grach RPG.


Sprawdź, co o grach RPG myślą dzieci


Tym razem zaprosiłam do rozmowy czwórkę licealistów i w szczerej rozmowie usłyszałam to, co pewnie wszyscy powinniśmy usłyszeć od nastolatków.

Po tym spotkaniu mam nadzieję, że jako dorośli zmienimy nasze zachowanie w stosunku do młodych ludzi. Zrobimy rachunek sumienia i – jeśli istnieje taka potrzeba – postanowimy się poprawić. Bo nawet jeśli nie wszyscy 16- i 17-latkowie są tak dojrzali, jak moi rozmówcy, to z pewnością wszyscy zasługują na to, byśmy ich wysłuchali. Zacytowane wypowiedzi są autentyczne.



Dorośli vs nastolatki – dziesięć naszych grzechów głównych


Z wywiadu przeprowadzonego z Wiktorią, Justyną, Moniką i Szymonem wyłania się 10 grzechów, które popełniamy, jako dorośli, wobec nastolatków.


1# Reagujemy, gdy coś nam się nie podoba, ale nie doceniamy tego, co w nastolatkach dobre.


ML: Jak sądzicie, co o nastolatkach i wieku nastoletnim myśli większość dorosłych?

Ciężko jest określić, czy jest to większość dorosłych. Najczęściej docierają do nas te negatywne uwagi, pozytywnych prawie w ogóle nie słyszymy. Do nas bardziej dociera to, to dorośli mówią o nas złego.

Ci dorośli, którzy myślą o nas stereotypowo, uważają, że wymądrzamy się, że jesteśmy niekulturalni…


Zobacz, o co chodziło w wydarzeniu
„Przyłapię dzieci na tym, co robią dobrze!”


2# Tak naprawdę nie chcemy zrozumieć nastolatków. Nie musimy – mamy władzę.


ML: Dlaczego dorośli mogą mieć taki obraz?

Myślą tak prawdopodobnie dlatego, że nie rozumieją nastolatków i tłumaczą zachowanie młodych brakiem szacunku do starszych. Media również chętniej nagłaśniają te historie, w których nastolatka coś zrobiła źle, a stąd już łatwo uogólnić i wyrobić sobie opinię o wszystkich osobach nastoletnich.

ML: A może to jest tak, że jak ktoś ma władzę, a dorośli ją mają, to nie wkłada wysiłku w to, by zrozumieć pozostałych? Dorośli wiedzą, że postawią na swoim, więc po co lepiej rozumieć młodzież?

Może tak być, zarówno w szkole, jak i w domu, dorośli są silniejsi.

Myślę, że niektórzy dorośli nie chcą rozumieć nas, wygodniej jest im uznać, że jesteśmy źli.


3# Porównujemy dzisiejszą młodzież do siebie w ich wieku.


ML: Co powinni wiedzieć dorośli, żebyście Wy się czuli dobrze rozumiani?

Byłyby świetnie, gdyby nie porównali nas do osób, które są od nas starsze. Żyjemy w innych czasach, szybko się zmieniamy, postęp technologiczny też jest szybki. Słyszymy, że „ja w Twoim wieku tego nie robiłam”, ale czasy zmieniły się na tyle, że np. chcę się spotykać ze znajomymi nie tylko z osiedla, ale i z miasta (większość klasy licealnej to osoby z różnych części miasta). Nie wszyscy dorośli to rozumieją.

ML: Znajomych spotykasz też w sieci, a tego starsze pokolenie nie doświadczyło, gdy było w Waszym wieku.

Zmieniły się też warunki, w jakich żyli nasi rodzice czy nauczyciele. Jeśli ktoś mieszkał w małej miejscowości, gdy był młody, to obowiązywały w niej inne zasady niż dzisiaj obowiązują w mieście. Dorosłym trudno jest to zrozumieć i zaakceptować.


4# Obwiniamy nastolatki o to, że zapewniliśmy im dobrobyt i komfort.


Często słyszymy zarzuty, że wychowujemy się w lepszych warunkach tak, jak by to była nasza wina, że ktoś postarał się o większy komfort. To prawda, że gdybyśmy doświadczyli tego, co dorośli kilkadziesiąt lat temu, bylibyśmy inni, ale nie żyliśmy w tamtych czasach i nie jesteśmy za to odpowiedzialni.

To tak, jakbyśmy komuś zarzucali, że kiedyś trzeba było polować na mamuty, a teraz są sklepy. Czy to jest czyjaś wina i czy tak to powinniśmy rozpatrywać?

ML: Kiedyś na szkoleniu dla rodziców, które prowadziłam, jeden z uczestników powiedział „W głowach im się przewraca, bo żyją w komforcie”, a inny uczestnik odparował „A kto im ten komfort zapewnił? Kto jest odpowiedzialny za tę sytuację?” Wszystkim dało to nam wtedy do myślenia.


5# Lekceważymy i nie słuchamy (nie słyszymy).


Dorośli powinni też wiedzieć, że chcemy się czuć ważni w środowisku, w którym żyjemy. Chcielibyśmy, by nasza opinia i nasze zdanie miały znaczenie, bez zakładania, że tylko starsi wiedzą lepiej. My wiemy, że gdy ma się więcej lat, to ma się więcej doświadczenia życiowego. Potrzebujemy jednak rozmowy. A dorośli dużo do nas mówią, czasem słyszą, ale niekoniecznie słuchają.

Dorośli często mają do nas pretensje, że to my nie rozmawiamy i brak dialogu to nasza wina. Zdarza się, że pytają nas o jakąś kwestię, my wyrażamy swoje zdanie, ale czujemy, że zostało tylko usłyszane, a nie wysłuchane i nas to automatycznie zniechęca, aby następnym razem cokolwiek powiedzieć. Gdy ktoś nas wysłuchał, a potem podejmuje decyzję po swojemu, gdyż jest „starszy i mądrzejszy”, to też nas nie motywuje, by wyrażać swoje zdanie. Stąd też czasem może wynikać nasz bunt – jeśli nie możemy być zrozumiani, a na czymś nam zależy, to zaczynamy to robić na swój sposób.


6# Bagatelizujemy problemy dzisiejszych nastolatków.


Wielu dorosłym się wydaje, że jeśli w naszym życiu nie ma już problemów, z jakimi oni się spotkali 30 lat temu, to znaczy, że problemy zniknęły lub są banalne. Problemy istniały i wciąż istnieją, tylko są inne niż w czasach młodości naszych rodziców. Albo są te same, ale ich kontekst jest inny.

Nie mamy problemu z tym, ile naszego rodzeństwa umarło na dżumę i czy dożyję 30-ki, ale mamy problemy wynikające z czasów, w których my żyjemy.


7# Traktujemy psychologa jak wroga, a problemy psychiczne (nie tylko młodzieży) jak fanaberię.


Problemy psychiczne nie są traktowane poważnie. Wciąż pokutuje opinia, że jak wyjdziesz na dwór lub weźmiesz witaminę C, to Ci wszystko przejdzie, nawet depresja. Niektórzy dorośli straszyli nas, że „jak będziemy ogryzali paznokcie, to nas wyślą do psychologa”, a psycholog jest przecież od pomagania.

ML: „Za moich czasów” straszono dzieci policjantem:)

Słyszymy, że do psychologa chodzą wariaci, że wymyślamy i… najważniejsze… „Co ludzie powiedzą, gdy się dowiedzą, że nasze dziecko chodzi do psychologa?”

ML: Tak, co ludzie powiedzą… To miało zawsze znaczenie. Wiecie, od tego, co ludzie powiedzą, zależało, czy nas akceptują, a od tego, czy akceptują, zależało, czy w razie czego nam pomogą czy nie. To dlatego w społecznościach zawsze miało znaczenie, czy „ludzie gadają” czy nie.

No tak, ale co ludzie powiedzą, jeśli jakiś nastolatek się zabije, bo nie otrzyma odpowiedniej pomocy na czas? A jeśli ludzie o tym nie rozmawiają, a nastolatek sam nie może poradzić sobie np. z nagromadzonym stresem, to w młodym człowieku narasta przekonanie, że musi być nienormalny i jest z tym wszystkim sam. Nawet jeśli w jakiejś grupie 1/3 osób ma depresję lub inne problemy psychiczne, to bez mówienia o tym każda z tych osób myśli, że jest jedyna.


8# Albo zgadzasz się ze mną, albo nie masz racji.


ML: Mnie osobiście denerwuje to, że bardzo łatwo przychodzi nam, dorosłym, ocenianie innych. Gdy nastolatek coś mówi, my – dorośli – natychmiast oceniamy to jako słuszne lub niesłuszne.

Niektórzy nam wypominają, że mamy „niewłaściwe poglądy” tak, jakby dorośli nie różnili się poglądami między sobą.

Gdy mamy inne zdanie, nie możemy o tym porozmawiać. A że ja nie mam prawa głosu, narzucana jest mi opinia dorosłego. Gdy tak się dzieje, my się zniechęcamy i zamykamy w sobie, a dorośli mają pretensje „W ogóle ze mną nie rozmawiasz!”


9# Dzielimy czas na dzieciństwo i dorosłość, jakby nie istniało nic pomiędzy.


Wielu dorosłych traktuje nas jak dzieci, aż nie skończymy 18 lat i używają argumentu „Jak będziesz dorosły, to będziesz miał prawo się wypowiadać”. A przecież dorośli nie zaczynają nikogo traktować poważniej w momencie 18 urodzin, wciąż dla nich jesteśmy jak dzieci, więc nie jesteśmy traktowani serio.

Niektórzy rodzice przesuwają tę granicę z 18 lat na „dopóki żyjesz pod moim dachem”.

Dorośli zapominają, że jesteśmy myślącymi ludźmi, a to oznacza, że możemy mieć własne opinie, inne niż oni. Widzimy to, że niektórzy czują się z tym bezradni i wszelkie dyskusje kończą słowami „Wasze pokolenie jest jakieś zepsute, kompletnie Was nie rozumiem!”

ML: Wiecie, ja mam wrażenie, że dzisiejsza młodzież w porównaniu z czasami, gdy ja byłam młodzieżą, jest bardziej „ogarnięta”, więcej wiecie, rozumiecie dużo bardziej skomplikowane rzeczy.

A traktowani jesteśmy tak samo…

Wiemy i rozumiemy więcej, bo my mamy więcej dostępu do wszystkiego. Gdy dorośli nie chcą z nami rozmawiać na poważniejsze tematy, to my to czytamy w internecie i sami zdobywamy wiedzę.

Rozwijamy się dzień po dniu, codziennie stajemy się trochę mądrzejsi. Osiemnastka to nie jest moment, w którym stajemy się dorośli – stajemy się nimi stale, jako nastolatki.

Skoro dorośli nie traktują nas poważnie teraz, np. rok przed 18-tką, to dlaczego mam uwierzyć, że będą mnie traktowali lepiej za rok?


10# Dzieci są dla nas tak dobre, jak ich oceny.


Wielu dorosłych ocenia dzieci po ocenach i jest to jedyne ich kryterium oceny. Krzywdzące jest to, że gdy myślimy „świadectwo z czerwonym paskiem”, myślimy o dziecku pozytywnie: piękne, mądre, idealne, a gdy słyszymy „nie zdał do następnej klasy”, wyobrażamy sobie dresiarza i potencjalnego złodzieja. Przecież nie każdy ma takie same intelektualne możliwości.

Na nas też to powoli przechodzi, my też zaczynamy myśleć, że jak ktoś nie zdał, to nie jest nic wart, a przecież oceny nie powinny być jedynym wyznacznikiem wartości człowieka.

Podobną rolę odgrywa szkoła – jeśli Twój znajomy jest ze słabego liceum, to automatycznie ma gorszą opinię u wielu dorosłych. U młodzieży niestety też to widzimy.

To, że oceny nie powinny być najważniejszym lub wręcz jedynym kryterium oceny człowieka, pokazują nam przykłady naszych znajomych z tzw. renomowanych szkół. Świetne oceny to wynik ciężkiej pracy i wkuwania. Ci znajomi nie umieją się jednak socjalizować i my to widzimy.


ML: Gdybyście mieli powiedzieć dorosłym na zakończenie jedno zdanie, jedną prośbę, wytyczną, to co byście powiedzieli?


Słuchajcie nas. Usłyszcie nas. Zrozumcie nas.

Mówcie też o tym, co dobre, a nie tylko o tym, co złe.

Ufajcie nam i dajcie więcej samodzielności.

Spróbujcie zrozumieć teraźniejszy świat. Nie tylko nas. Ale też otaczający nas świat.


To była dla mnie ogromna przyjemność porozmawiać z tak dojrzałymi i wrażliwymi osobami. Obraz  młodzieży, jaki wyłania mi się po tej rozmowie, jest bardzo spójny z tym, o czym pisze Michael Schulte – Markwort w książce „Wypalone dzieci. O presji osiągnięć i pogoni za sukcesem”.


Zobacz wpis „Czy Twojemu dziecku grozi wypalenie?”


Młodzi ludzie muszą podejmować więcej samodzielnych decyzji niż wcześniejsze pokolenia. Obawiają się o swoją przyszłość, o stan naszej planety, czują się odpowiedzialni za wprowadzanie zmian. Wielu z nich dorosło szybciej, niż sobie to wyobrażaliśmy.

Jestem pewna, że powinniśmy większość z nich traktować poważniej. Zgadzacie się ze mną?



Zdjęcie: PublicDomainArchive z Pixabay