Jakiś czas temu zrobiłam eksperyment i zaczęłam testować, czy moja efektywność zależy od miejsca, w którym pracuję (pracuję z domu). 

Każde z zadań próbowałam robić w innym pomieszczeniu i sprawdzałam, jak to wpływa na moją skuteczność oraz przyjemność z pracy. Wyniki mnie nie zaskoczyły, raczej potwierdziły podpowiedzi intuicji:)


Zmienne miejsce pracy


Służbowe sprawy najlepiej organizuję przy biurku. Mam wówczas zupełnie inne nastawienie do pracy – mocno serio, z większą dyscypliną i mniejszą liczbą przerw:)

Artykuły wychodzą mi najlepiej i najprzyjemniej na dywanie, obok biurka. Mam pod ręką książki i w miarę dużo miejsca na podłodze, a luźna pozycja sprawia, że praca sprawia mi dużo frajdy. Gdybym tutaj pisała służbowe maile, mogłyby brzmieć zbyt mało formalnie….

Wszelkie sprawy rodzinne – wakacje, wizyty lekarskie i tego typu czynności zdecydowanie łączę z gotowaniem, więc najchętniej je wykonuję na kanapie w dużym pokoju. Dzieci mają mnie pod ręką, a ja z kolei nie muszę być tak skupiona, jak przy innych czynnościach i mogę odrywać się od zajęć częściej i bez konsekwencji dla mojej koncentracji.

Najwięcej pomysłów wpada mi jednak do głowy nie przy pracy umysłowej. Parują wręcz, gdy robię coś w ogrodzie, sprzątam lub zmywam naczynia (!). Planuję więc takie czynności, gdy potrzebuję ułożyć myśli lub rozwiązać jakiś problem.

MÓJ WNIOSEK:
Rodzaj pracy x miejsce = moja efektywność


Stałe miejsce pracy


Są jednak tacy ludzie, którzy skupiają się w jednym konkretnym miejscu, zawsze tym samym, niezmiennym. I wówczas są najefektywniejsi.

Wchodzą do pracowni i tam tworzą. Siadają przy komputerze w swoim ulubionym fotelu – tam i nigdzie indziej. I wtedy dopiero ich umysł to petarda.

Mam koleżankę, która pracując w różnych biurach, zawsze zabierała ze sobą te same ozdoby na ścianę. Każde kolejne biuro (np. u nowego pracodawcy) aranżowała tak, by było podobne do poprzedniego. Nic jej wówczas nie przeszkadzało i mogła od razu przystąpić do swoich zadań.

Mamy więc różnie.

No i teraz pojawia się pytanie:


A jak macie Wy? I Wasze dzieci?


Upieracie się, by dziecko siedziało przy swoim czystym biurku, gdy odrabia lekcje? Aby przy tym biurku siedziało prosto? A ono schodzi na dywan lub przychodzi z lekcjami do kuchni?

A może jest wręcz przeciwnie: namawiacie, by usiadło z książką przy Was, a ono znika w swoim pokoju?


Mój syn uczy się u siebie, najczęściej przy komputerze, bo wiele jego licealnych projektów to praca w grupie. Pracowanie w chmurze, w środowisku rozproszonym, to jedna z kompetencji niezbędnych w XXI wieku, więc cieszę się, że tak te projekty są tworzone. Oprócz tego widuje się z kolegami i koleżankami w szkole, więc nie jest to jedyny sposób, w jaki grupa ze sobą współpracuje.

Córka lubi uczyć się u siebie, gdy ma porządek w pokoju. Gdy nie ma czasu posprzątać, a lekcje lub przygotowanie się do sprawdzianu jest pilne, przychodzi do mojego gabinetu, bo ja w tym czasie jestem już w kuchni. Coraz rzadziej pracuje przy mnie, częściej sama i z koleżankami na czacie.


Rozmawiacie z dziećmi o tym, gdzie jest im najlepiej się uczyć?

Może dzięki temu odkryją swój sposób na własną efektywność?

Co o tym myślicie?


Pozdrowienia z kawiarni, gdzie czasami pracuję, bo to wśród ludzi nabieram tempa i energii:)


dav


Photo by Green Chameleon on Unsplash